Jego problem jest następujący: pragnie wyjechać do Ameryki, ponieważ chce odnieść sukces obojętnie w jakiej dziedzinie -- niemniej pragnie odnieść sukces. Skromna egzystencja w Ameryce jest dla niego czymś niepojętym.
Pytam go:
-- Czy ma pan jakieś upodobania? Lubi pan dobrą kuchnię?
Odpowiada gorliwie:
-- Mogę żyć, jedząc byle co! Fasolę i chleb codziennie przez całe lata!
-- To niedobrze! -- odpowiadam w zamyśleniu, przybierając zatroskany wyraz twarzy. Dziwi się, wobec tego spieszę z wyjaśnieniem:
-- Codzienne jedzenie fasoli i chleba bardzo drogo kosztuje. Trzeba na to zarabiać, pracując bez przerwy. Natomiast jeśli przyzwyczai się pan do kawioru i szampana, to nie kosztuje nic.
Uśmiecha się jak kretyn, sądząc, że żartuję.
-- Nigdy w życiu nie żartowałem! -- wykrzykuję autorytatywnie. Od razu zaczyna mnie słuchać w największej pokorze.
-- Kawiorem i szampanem raczą pana za darmo niektóre bardzo dystyngowane damy, cudownie uperfumowane i żyjące w najpiękniejszych wnętrzach na świecie. Ale żeby na to zasłużyć, trzeba być absolutnym przeciwieństwem pańskiej osoby [..] Niech Pan wraca do domu rozpracowywać problem fasoli. To pańska sprawa. Jest pan zresztą z gatunku przedwcześnie pomarszczonej fasoli. A jeśli chodzi o szpinakową zieleń pańskiej koszuli, jest to bezsprzecznie kolor typowy dla przedwcześnie podstarzałych facetów i nieudaczników.
Z naszą pracą rywalizuje zawsze mnóstwo innych zainteresowań. Zakochujemy się lub kłócimy, szukamy zatrudnienia lub boimy się je stracić, chorujemy i odzyskujemy zdrowie, zajmujemy się publicznymi sprawami.
Jeśli sobie na to pozwolimy, ciągle będziemy czekali, aż minie taka lub inna sytuacja, przeszkadzająca nam zabrać się na dobre do pracy. Wielkie osiągnięcia są udziałem tylko tych, którzy są tak spragnieni wiedzy, że poszukują jej również wtedy, kiedy okoliczności są temu przeciwne.
Sprzyjające okoliczności nie zdarzają się nigdy.
Znana chińska opowieść mówi o tym, jak pewnego razu dwóch ludzi urządziło między sobą konkurs na rysunek węża. Wygrać miał ten, kto pierwszy skończy rysunek. Jeden z nich, skończywszy, zobaczył, że drugi jest jeszcze daleko w tyle, postanowił więc ulepszyć swój rysunek, dorysowując wężowi nogi. Na to tamten rzekł: «Przegrałeś, bo wąż nie ma nóg».
Z punktu widzenia logiki paradoksalnej cały ciężar spoczywa nie na myśli, lecz na działaniu. Takie stanowisko pociąga za sobą wiele innych konsekwencji. Przede wszystkim prowadzi do tolerancji, z jaką spotykamy się w religiach hinduskich i chińskich. Jeżeli właściwe myślenie nie jest ostateczną drogą do prawdy ani też do zbawienia, nie ma powodu aby zwalczać innych, których myślenie doprowadziło do innych sformułowań.
Tolerancję tę pięknie wyraża historia o kilku ludziach, od których zażądano, aby w ciemności opisali słonia. Jeden z nich, dotykając trąby, powiedział: "to zwierzę jest podobne do rury wodnej"; drugi, dotykając jego ucha, powiedział: "to zwierzę podobne jest do wachlarza"; trzeci, dotykając jego nóg, opisał słonia jako kolumnę.
Po drugie, paradoksalny punkt widzenia prowadzi do przywiązywania większej wagi do przekształcenia człowieka niż do rozwoju dogmatów z jednej strony, a nauki z drugiej. Z punktu widzenia hinduskiego, chińskiego i mistycznego -- zadaniem, jakie stawia przed człowiekiem religia, nie jest słuszne myślenie, lecz także słuszne działanie lub zespolenie się z Jednością w akcie kontemplacji.
Główny nurt filozofii zachodniej wynika z wręcz przeciwnego stanowiska. Ponieważ poszukiwano tu ostatecznych prawd na drodze poprawnego toku myślenia, przywiązywano większą wagę do myśli, chociaż uznawano również znaczenie należytego działania. W rozwoju religii prowadziło to do tworzenia dogmatów i nie kończących się sporów na temat dogmatycznych sformułowań, jak również do nietolerancji wobec "niewierzącego" lub heretyka. Powadziło to następnie do szczególnej wagi "wiary w Boga" jako głównego celu postawy religijnej.
Nie oznacza to oczywiście, że nie uważano, iż należy żyć we właściwy sposób. Niemniej jednak człowiek, który wierzył w Boga -- nawet jeżeli nie żył po bożemu -- czuł się wyższy od tego, kto w prawdzie żył po bożemu, ale nie "wierzył" w niego.
[..]
Krótko mówiąc, logika paradoksalna prowadziła do tolerancji i wysiłku zmierzającego do przekształcenia samego siebie. Natomiast arystotelesowski punkt widzenia prowadził do dogmatu i nauki, do Kościoła katolickiego i odkrycia energii atomowej.