Wtedy Drzewo poczuło najpierw wybrzuszenie, a potem ciężar. Nie potrafiło potem powiedzieć, czy wybrzuszenie stało się ciężarem, czy ciężar się wybrzuszył, czy może też były to dwa niezależne zjawiska. W każdym razie na Drzewie pojawiła się postać. Drzewo nigdy jeszcze nie miało do czynienia z kimś równie zachwycającym. Sama możliwość niesienia go na własnych konarach wydawała się niezasłużonym przywilejem.
– Jesteś piękny – zaszumiało Drzewo i wsłuchało się w odpowiedź.
Odpowiedzią było milczenie.
– Cieszę się, że jesteś ze mną – spróbowało jeszcze raz Drzewo.
Cisza.
– Ja cię... – Drzewo nie dawało za wygraną.
Znów cisza.
I wtedy Drzewo poczuło, że napełnia je smutek i jeszcze coś, co miało smak goryczy i zapach zgliszczy. Dowiedziało się, kim jest. I zapłakało.