Bo co można powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Że jakoś się ułoży?
Dlatego Spragniony, zamiast mówić cokolwiek, postanowił rozłożyć swój płaszcz i zebrać łzy wypłakane przez Drzewo. «Kiedy już zbiorę je wszystkie, co do jednej – myślał – Drzewo przestanie płakać. A kiedy przestanie płakać, będzie mogło patrzeć. A kiedy będzie mogło patrzeć, zobaczy, jak się sprawy naprawdę mają. Zobaczy mnie, a wtedy..». Dalej Spragniony nie odważył się myśleć. Robiło mu się dziwnie błogo i na tym poprzestawał.
Tymczasem jednak Drzewo płakało i płakało, a zapas łez wydawał się nie mieć końca. Spragniony znosił to cierpliwie i nie tracił nadziei. Wiedział, że czasami na zaspokojenie pragnienia trzeba długo czekać, a on miał bardzo dużo czasu i nigdzie się nie spieszył.