chlip.pl
zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
Przeglądasz teksty w kategorii: recenzje
« verte


Na dobry początek, zamiast pustyni -- Nowy Jork. To będzie takie metaforyczne.. W samym środku Wielkiego Miasta bezdomny, najlepiej inwalida, dostrzega to, czego nie widzą inni. A oni biorą Małego Księcia za wariata i zamykają w szpitalu psychiatrycznym. To powinno stworzyć idealne tło dla historii..

Podróż po innych planetach? Nie, tym razem zbyt daleko posunięta metafora. Niech spotkania mają miejsce tu, na Ziemi. Sprowadź więc wszystkich napotkanych do szpitala. To, przy okazji, utrzyma budżet w rozsądnych granicach. I skreśl baobaby, to się nie sprzeda.

Geograf, Próżny, Bankier -- to takie pretensjonalne. Niech będą współcześni, zwyczajni, niedopowiedzeni. Koniecznie bliscy dzisiejszemu, pełnemu lęków, odbiorcy.. I niech będzie wśród nich kolorowy. A Książe powinien spróbować im pomóc, wyleczyć, dać nadzieję..

Róża. Ona chyba była ważna.. To coś o romantycznej miłości? Może więc posunięta już w latach, swego czasu piękność, która nie chce wyjść z pokoju, w którym od jedenastu lat czeka na swojego Księcia? To powinno wzruszać..

I pamiętaj, historia musi mieć znamiona naukowe -- wątłą argumentację współczesny widz rozpozna bez problemu. Malutka planeta? Absurd. Niech będzie duża, niech ma księżyce, może kilka słońc.. I niech Książe o tym wie, zna konstelację, w której się ona znajduje, potrafi narysować dokładnie układ planet, ich masy, orbity.. Niech zadziwi naukowców.

Z drugiej strony -- musisz unikać oczywistości. Widz nie może wiedzieć, czy opowieść Chłopca jest prawdziwa. Stwórz alternatywną historię, daj Księciu powód do jego urojeń. Jakieś przykre wydarzenie z przeszłości, które przez hipnozę po kawałeczku będzie podkopywać pewność odbiorcy.

A pilot? A lis? Stwórz jedną postać -- jego psychiatrę. Niemłodego lekarza z problemami. Winien zaniedbywać swoją piękną, młodą żonę, utracić kontakt z synem z poprzedniego małżeństwa. Niech leczą siebie nawzajem, niech Książe będzie jego szansą na poprawę życia, jego wybawieniem.

Wreszcie bohater. Dziecko -- to takie banalne, nikt się nie nabierze. Co powiesz na łysiejącego, zadziwionego otaczającą go rzeczywistością, sympatycznego faceta? Niech będzie w nim odrobina tajemnicy i.. przekorny, ciepły uśmiech. Ah, i niech zje banana ze skórką -- to się przyda do promocji filmu.

Pozostaje już tylko jakoś sensownie to skończyć.. Jak to było w książce? O, może być -- lekarz spogląda w gwiazdy i śmieje się sam do siebie. Genialne.

K-PAX.

Hannibal
recenzja, 29 lipca 2001 r.

Zło fascynuje. Inkarnacje Szatana w amerykańskich filmach to najczęściej piękni, pociągający blondyni -- czasem, jako wyjątek potwierdzający tę bardzo chybotliwą regułę, panem ciemności zostaje Al Pacino. Z im wyższych sfer pochodzi -- tym bardziej jest subtelne, bardziej dystyngowane, w tym bielszych rękawiczkach. Jak przedstawić jednak w sposób dystyngowany rzeczy naprawdę ohydne? Ridley Scott zdaje się nie mieć z tym najmniejszego problemu.

Hannibal "Kanibal" Lecter, postać sprzed 10 lat, nagle powraca. W sposób bardziej elegancki, bardziej wyrafinowany. Anthony Hopkins w towarzystwie Julianne Moore miast Jodie Foster oraz Gary'ego Oldmana, który i bez twarzy potrafi być bardzo perfidny -- to kino z naprawdę wysokiej półki. W każdym detalu perfekcyjne, pełne niuansów, finezyjne -- dające satysfakcję w przewidywaniu nadchodzących zdarzeń, by chwilę później jeszcze bardziej zaskoczyć.

Zadziwiający intelekt doktora Lectera, jego nienaganne maniery, czarujący głos (czy może wypadałoby powiedzieć: czarujący Anthony Hopkins) w niesamowity sposób współgrają z absolutnym brakiem skrupułów w czynionych okrucieństwach. Okrucieństwach "ze względów estetycznych" -- lektura akt Hannibala przynosi bowiem takie ciekawostki, jak zjedzenie flecisty światowej sławy orkiestry dla poprawienia jej brzmienia..

I wbrew zdrowemu rozsądkowi ten, jak by na to nie spojrzeć -- ludożerca, fascynuje, bałamucąc swym czarem obie strony ekranu. Czujesz, że coś jest nie tak, ale ulegasz.. lubisz go.

"Hannibal" to niewątpliwie kinowa uczta, uczta z niejednym bardzo egzotycznym daniem -- daniem nie dla każdego strawnym.

Minęły czasy, gdy bajki się po prostu opowiadało. Minęły czasy przedstawień kukiełkowych, minęły nawet czasy zwyczajnych kreskówek. Wreszcie -- mięły czasy, gdy bajki były dla dzieci. To może odrobinę naciągana prawda, gdy spojrzeć na twórczość Andersena -- wielu z jego bajek lepiej po zmroku dzieciom nie opowiadać.. ale nie o Andersenie będzie.

Teraz bajki "kręci się" dla szerszej widowni, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie -- dzieci piękną historię, zaś odrobinę starsi wiele im pisanych skojarzeń, nie tylko tych jednoznacznych. Tak, kręci się -- ustawia światła, kamery, słońce, właściwości świata w nich prezentowanego.. Wystarczy kilka mocnych komputerów i ekipa dzielnych grafików, paru muzyków, znana postać użyczająca postaci swego głosu, a produkcja ma szansę na kinowy sukces.

Gra twarzy bajkowych postaci, każdy ich grymas są tak urzekająco naturalne, że po pierwszych minutach filmu zapominasz, że to całkowita komputerowa fikcja. W połączeniu z muzyką, ciekawą pracą wirtualnych kamer i całą masą gagów -- produkcje, jak "Shrek" ogląda się z nieukrywaną przyjemnością. Bajki ze stajni DreamWorks Spielberga (m. in. "Mrówka Z", "Książe Egiptu", "Mali Żołnierze") cechują się tym samym, wysokich lotów poczuciem humoru i mimo masy użytych efektów specjalnych pełne są ciepła i niepowtarzalnego czaru. Uwieńczeniem dzieła są gwiazdy kina użyczające postaciom głosów..

A skoro już przy udzielaniu głosu jesteśmy.. Od kiedy pamiętam, drażnił mnie dubbing jakotaki -- odbieranie aktorom ich głosów pozbawiało mnie sporej części przyjemności z chłonięcia tego, co na ekranie. "Shrek" (o którym słowa te, wbrew pozorom, traktują) okazał się być pierwszym tak trafionym dubbingiem. Po części zasługa to tłumaczenia, które wprowadza wiele naszych, bardzo polskich skojarzeń ("latać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej.."), kultowych konstrukcji zdań i swojskiego klimatu, po części zaś doboru podkładających głosy aktorów. Nagroda publiczności przypada oczywiście Jerzemu "Osiołkowi" Stuhrowi, który to, przynajmniej wśród polskiej publiczności, bije oryginalnego Eddiego Murphy'ego na głowę. =]

"Shrek" to baśń -- baśń pełna przekory, łamania konwenansów, niesamowitego poczucia humoru. Piękna opowieść o byciu innym niż inni, o trudnych przyjaźniach i.. kompleksach despotów. Perfekcyjnie zrealizowana, pełna żywej, niekoniecznie lirycznej muzyki -- żywiołowa bajka nie tylko dla dzieci.

Jeśliś więc dawno w kinie nie był, jeśli codzienność przygniata Cię, nikt nie rozumie, a lustra na Twój widok pękają.. Lub jeśli życie Twe bajką, miłość rozpiera Cię na każdym kroku, a trawa ściele się przed Twymi stopami -- idź, w żadnym wypadku nie pożałujesz. =]

Po Sapkowskiego bałem się sięgnąć. Bałem się, że będzie to bardzo nieudana stylizacja "a'la Kmicic", siłowa próba stworzenia polskiego fantasy -- chłopskiego, siermiężnego, bardzo nie-baśniowego. Broniłem się do chwili, gdy w ręce wpadły mi dwa z wiedźmińskich opowiadań, udostępniane na stronach autora..

Urzekły mnie. Następnego dnia 7 ksiąg o Wiedźminie czekało już na swój czas. Na początek "rozgrzewające" dwa tomy opowiadań -- prezentacja świata, bohaterów, potworów.. Świata jakże swojskich bazyliszków i tchórzliwych wójtów przeplatających się z Elfami, Krasnoludami i z rzadka pojawiającymi się smokami. Świata przewrotnie wplątanych weń baśni -- pełnego swawoli, piwa i paskudnych charakterów.

Wreszcie, świata naszego samuraja -- walczącego ze złem dla pieniędzy, białowłosego "profesjonała" -- specjalnie szkolonego, pełnego tajemnic Geralta z Rivii. Herosa, któremu nie brak rozterek, który wcale nie jest niezniszczalny, którego targają namiętności.. Faceta, którego od razu da się lubić -- odmieńca, z jego "paskudnym" uśmiechem i kocimi oczami.

Dwa tomy opowiadań, które połyka się z przyjemnością i poczuciem niedosytu.. pragniesz więcej.

Nadchodzi czas na danie właściwe. Pięć tomów, do których Sapkowski przygotował się, w których widać coraz więcej zabaw z czytelnikiem, coraz ciekawsze środki, wykorzystujący przewagę słowa czytanego, nad kinem czy teatrem, sposób prezentacji treści. W którym to pięcioksięgu Wiedźmin staje się jeszcze bardziej ludzki, jego świat bardziej złożony, wciągający.

Pojawiają się nowi, równie zagadkowi, przyjaciele oraz wrogowie -- ci ostatni nie do końca źli, niejednoznaczni.. pociągający. Ludzie (no, niekoniecznie) posiadający własną historię, własne cele -- często bardzo zbieżne z dążeniami ich przeciwników -- postawieni przez los po niewłaściwych stronach rzeki.

Historia wiedźmina, który większość swoich problemów rozcinał na wiele, trudnych do poskładania, kawałków przeradza się w historię wielkiej wojny, całkiem sporych intryg, gdzie kartą przetargową jest dziecko-niespodzianka, przeznaczone właśnie jemu.. Dziecko, równie, jak on niezwyczajne, równie niepokorne.

Sapkowski zaskakuje, w najmniej oczekiwanych momentach zmienia drogę, którą podążał, miesza czas, miejsca, narrację.. Czyni lekturę jeszcze ciekawszą. Tak, jest to literatura łatwa lekka i przyjemna -- miła rozrywka intelektualna, doskonale działająca na wyobraźnię.. Ów "rower treningowy", jak określa fantasy Terry Pratchett -- przyciągający do czytania, rozpalający tę, zanikającą w obrazkowym społeczeństwie, pasję.

Niemniej lada dzień dane nam będzie oglądać kinową interpretację wiedźmińskich opowiadań -- stającą w szranki z "importowanym" Władcą Pierścieni rodzimą produkcję z białowłosym Michałem Żebrowskim i hedonistą Zbigniewem Zamachowskim. Czy obraz podoła stawianym mu wymaganiom fanów, czy dorówna książce?

Ja mam już porównanie. =]

verte »
« verte