Pete Garden właśnie przegrał Berkeley -- jego ulubione miasto, przegrał Freyę -- swoją żonę, a dopóki nie wykręci trójki nie dostanie nowej. Na domiar złego efekt Rushmore'a jego samochodu twierdzi, że Pete jest pijany i nie pozwala mu prowadzić przy okazji wytykając mu, że nie dba należycie o swój pojazd. A to dopiero początek...
Z właściwym sobie kunsztem -- Dick wita w świecie, który chyba tylko on mógł wymyślić. Terranie, Tytańczycy i Gra. Na wyludnionej Ziemi pozostałe garstki ludzi łączą się w grupy i grają o miasta... i żony. Nowy Jork w swej szczytowej formie liczy kilkanaście tysięcy mieszkańców...
Narodziny zdarzają się rzadko, przez wycięcie gruczołu Hynesa udało się przedłużyć życie ludzkie do około dwustu lat -- życie wśród nieustannych prób krzyżowania par wylosowanych w Grze, w celu wydania na świat tak oczekiwanego przez wszystkich potomstwa. Wykorzystanie przez "Czerwonych Chińczyków" broni niemieckiego naukowca uczyniło ludzkość niemal zupełnie bezpłodną -- w autonomicznym świecie, gdzie o zachowanie świetności wyludnionych miast dbają posłuszne, myślące maszyny.
Są też wugi. Pełzający Tytańczycy-telepaci -- niechciani, niekochani, jednak nieuniknieni. To oni wymyślili Grę, oni sprawują administracyjną kontrolę nad planetą. "Zewsząd otacza nas wug" -- notuje niezupełnie pewny, czy to co widzi jest prawdą, Pete. Konflikt diametralnie różnych cywilizacji, postrzegających się nawzajem jako odrażające -- bo jak inaczej nazwać pełzające, składające się z żelatynowej protoplazmy, stwory?
"Tytańscy gracze" to typowy dla Dicka, do samego końca pełen niewiadomych, sposób wprowadzania czytelnika w świat niecodziennych pomysłów -- paranoiczny świat, gdzie nawet sami uczestnicy zdarzeń nie mogą być pewni, po której stronie grają.. Gdzie leży prawda? Jak bardzo możemy zaufać naszej percepcji? Czy ONI są wszędzie?
Mistrz w szczytowej formie.