bo z fiszkami chyba to trochę, jak z fotografią – ten sam świat, to samo światło, ten sam moment. złapany właśnie tak, w tym miejscu, z takiej perspektywy. właśnie tak, nie inaczej kadrowany. kawałeczek w lewo i akcenty zmieniają się zupełnie, kawałeczek w prawo i nie bardzo jest sens to komukolwiek pokazywać. choć przecież to wciąż ten sam świat, ta sama chwila.
i pewnie, by analogia była pełna, wypadałoby czasem coś doostrzyć, może rozmyć.. przyjmijmy więc, że to taka do bólu reportażowa fotografia - bez ingerencji - za to umożliwiająca ci, jeśli skusiło cię, co zobaczyłeś, dużo mniejszym nakładem sił, znalezienie się w tym samym miejscu, dokładnie w tym samym miejscu.
stąd, od dawna, co jakiś czas, właśnie te kilka zdań, tylko te kilka zdań. tak, nie inaczej kadrowane, wyrwane z kontekstu. bez komentarza. ot, takie.. fotografowanie słów.